Przejedzone sensacje “Wyborczej”
by Dariusz Kos
“Gazeta Wyborcza” przyzwyczaiła już część dziennikarzy, iż informacje podawane przez “Gazetę”, szczególnie te sensacyjne, należy dokładnie sprawdzić zanim się je powtórzy. Dziś “Wyborcza” dostarczyła kolejnego dowodu na swą nierzetelność. Oto wpadła na trop afery w “Samoobronie” - praca za pieniądze. Samorządowcy, parlamentarzyści, urzędnicy z nadania partyjnego muszą płacić składki w formie odpowiedniego procentu swoich zarobków. Ha, ha, ha. No rzeczywiście afera. Taka sama, jak ta z Unią Wolności sprzed 6 lat. Wtedy “Rzeczpospolita” napisała, iż partia wspierana przez “Wyborczą” pobiera najwyższy haracz od swoich radnych, parlamentarzystów i urzędników - 10 proc. poborów. Szkopuł w tym, iż “Rzepa” nie pisała o tym w tonie sensacji i na dodatek napisała ile procent zarobków od swoich pobierają inne partie. A prawie wszystkie stosowały metodę - praca za pieniądze. Mało tego. Nawet “Gazeta Wyborcza” w 2001 roku pisała ile procent swojej pensji muszą do kasy partii oddawać partyjni urzędnicy, posłowie, senatorowie i samorządowcy.
Partyjne pieniądze
Najgrubszy portfel SLD
[podpis] AGATA NOWAKOWSKA
Gazeta Wyborcza nr 77, wydanie waw z dnia 31/03/2001 - 01/04/2001 KRAJ, str. 4
“(…) Lwia część dochodów SLD to składki od członków (8,4 mln zł). Według skarbnika SLD Edwarda Kuczery każdy ze 100 tys. członków partii płaci, ile może: biedni studenci po 50 gr miesięcznie, bezrobotni - po złotówce, a radni i parlamentarzyści Sojuszu - 7 proc. swoich zarobków brutto. - Ja płacę 750 zł miesięcznie - wyznał poseł Krzysztof Janik. (…) Unia Wolności dysponowała sumą 4,3 mln zł: 1,6 mln zł to składki (5 zł miesięcznie) od ponad 20 tys. jej członków, unijni samorządowcy wpłacili 733 tys. zł (…)”
Zauważcie, iż “Wyborcza” nie pisze, jaki procent swoich zarobków muszą oddawać samorządowcy, choć z wysokości łącznych wpływów od nich (733 tys. zł z 1,6 mln zł) wynika, że dość spory zważywszy na 20 tys. członków UW ogółem. Wyjaśnienie znajdziemy we wcześniejszym tekście w “Rzeczpospolitej”:
Filip Gawryś Eliza Olczyk Bernadeta Waszkielewicz
Partia groszem stoi
2001.02.21“(…) Na przykład politycy i samorządowcy SLD oddają co miesiąc 7 procent wynagrodzenia. Parlamentarzyści RS AWS płacą po 120 zł miesięcznie. Tak zwani funkcyjni w regionach i radni - do 100 zł.
W SKL (Stronnictwo Konserwatywno-Ludowe, wówczas jego członkiem był m.in. Bronisław Komorowski, a szefował mu Jan Maria Rokita - przyp. DKR) składki specjalne - 100 zł miesięcznie - regulują parlamentarzyści, ministrowie i wiceministrowie, prezesi i wiceprezesi agencji rządowych, prezydenci miast. Radni SKL wpłacają część diet na rzecz zarządów regionalnych. Także ludowcy z PSL mają wyznaczone stawki. Parlamentarzyści płacą 3 procent na klub parlamentarny i 2 procent na fundusz wyborczy Stronnictwa. Radni będący w zarządach odprowadzają do kasy PSL 1 proc.
Najdroższa jest Unia Wolności - posłowie i senatorowie oddają partii 10 procent uposażenia brutto, radni - 10 procent diety na klub.
Z tekstu wynika, iż “Samoobrona” Leppera pomysł za “pracę za pieniądze” ściągnęła od partii Jana Marii Rokity i Bronisława Komorowskiego - SKL-u! To ugrupowanie ściągało pieniądze od kaźdego swgo członka na jakiejkolwiek państwowej, bądź samorządowej posadzie!
Lecz to nie wszystko. Krzysztof Leski w swoim artykule “Miliony trudne do skontrolowania”, opublikowanym we wrześniu 2001 roku na łamach “Rzeczpospolitej” opowiada o dumie ówczesnego skarbnika Unii Wolności:
“(…) Do ściągania podobnego haraczu przyznają się praktycznie wszystkie partie. Skarbnik Unii Wolności Zbigniew Janas mówi z dumą, że przeforsował w swojej partii najwyższy haracz od funkcyjnych: 10 procent wynagrodzenia brutto. (…)”
Informuje też o systemie “praca za pieniądze” działającym w Ruchu Społecznym AWS - partii założonej przez “Solidarność”, by scementować działaczy AWS. Oto system opisany przez Leskiego we wspomnianym wyżej tekście:
“(…)Z czego partie żyły dotąd? Jeśli wierzyć ich własnym deklaracjom, głównie ze składek. I to raczej nie tych wnoszonych przez szarych członków. Skarbnik Ruchu Społecznego AWS Aleksandra Mietlicka mówi, że połowę wynoszącego niewiele ponad milion złotych rocznie budżetu partii stanowiły składki parlamentarzystów, radnych i innych członków Ruchu na państwowych lub samorządowych posadach. (…)”
Więcej o dochodach z systemu “praca za pieniądze” (tak odważnie dziś piętnowanego przez “GW”) znajdziemy w tekście Kazimierza Groblewskiego “Pieniądze lubią dużych” opublikowanego w “Rzeczpospolitej” 3 kwietnia 2001 roku. Dziennikarz opisuje, która partia ile zarobiła i na jakich składkach w 2000 roku. Wynika z niego, iż rzeczywiście Unia Wolności pobierała najwyższy haracz za “pracę za pieniądze”:
“(…) Unia Wolności dysponowała w 2000 roku kwotą 4 mln 300 tys. zł. Było to o ponad 1 mln 200 tys. zł więcej niż miała w 1999 roku. Wydała prawie wszystko, bo 3 mln 930 tysięcy - czyli o około 1 mln 500 tys. więcej niż rok wcześniej. Źródłem dochodów były przede wszystkim składki: 2 mln 320 tys. zł wpłacili na konto swojej partii jej członkowie (parlamentarzyści, samorządowcy i inne VIP-y odprowadzają na partię 10 procent dochodów).(…) Najbogatszy, po zsumowaniu wszystkich dochodów, jest Sojusz Lewicy Demokratycznej. W 2000 roku dysponował kwotą 10 mln 800 tys. zł.Sojusz zgromadził tak dużo pieniędzy dzięki swoim członkom. Wpłacili na konto partii, w formie składek, 8 mln 380 tys. zł. Najwięcej, bo ponad 5 mln 100 zł, wpłacili samorządowcy Sojuszu, którzy muszą oddawać partii 7 procent swoich zarobków brutto. Parlamentarzyści, którzy płacą tzw. składkę specjalną, wnieśli do kasy 1 mln 500 tys. zł. (…)”
Jak widać “Samoobrona” stosuje coś co większe partie, w tym nieboszczka Unia Wolności, stosowały przynajmniej od 6 lat. Mało tego. Jak widać sprawa nie jest nowa i opisywana przez inne media dużo wcześniej, jednak nie w tonie sensacji, lecz zwykłej informacji. Natomiast Marcin Kącki, piszący dziś kolejny “aferalny” tekst o partii Leppera nie zadał sobie nawet trudu pogrzebania w archiwach gazet i prześledzenia, jak sprawa ze specjalnymi składkami partyjnymi stała w przeszłości. A być może prześledził i włos na głowie mu się zjeżył, iż politycy Unii Wolności byli istnymi stachanowcami w pobieraniu haraczu w systemie “praca za pieniądze”? Tylko to tłumaczy go z całkowitego pogwałcenia podstawowej powinności dziennikarskiej: rzetelnego przedstawiania informacji. Rzetelność nakazywała Kąckiemu przytoczyć w tekście wiadomości sprzed przynajmniej 6 lat.