Eurosojuz przyklepany
by Dariusz Kos
Sukces, czy porażka Polski na szczycie w Brukseli? Dużo, czy mało wytargował Prezydent RP? To wszystko nie jest ważne. Nie interesuje mnie, czy “pierwiastek” był lepszy od przedłużenia “systemu nicejskiego” do 2017 roku. Nie interesuje mnie, czy można było użyć veta, czy nie. Interesuje mnie coś zupełnie innego. Na podstawie jakich upoważnień konstytucyjnych prezydent i rząd zgodzili się na powstanie Unii Europejskiej, jako osobnego podmiotu prawa międzynarodowego i przekazania mu kolejnej części suwerenności Rzeczpospolitej Polskiej? Problem bowiem nigdy nie istniał w postaci metody liczenia głosów. Problem istniał i istnieje tam, gdzie widział go parlament i rząd Zjednoczonego Królestwa. Istniał i istnieje w tym, o co walczył lewicowy Toncio Blair i co skutecznie wywalczył przy rozłoszczeniu premiera Włoch Romano Prodiego. Po co bowiem zebrali się prezydenci i premierzy państw członkowskich Wspólnoty? By zdecydować o powstaniu Unii Europejskiej i przekazaniu jej ciałom określonych kompetencji, które będą wyłączone z prawodawstwa krajowego. Zebrali się, by zdecydować o powstaniu nowego tworu państwowego - UE i odesłaniu w niebyt Wspólnoty Europejskiej.
W oficjalnym dokumencie przyjętym na szczycie - Mandacie Konferencji Międzyrządowej, będącym instrukcją, jak mają być zmienione dotychczasowe Traktaty i jakie przepisy będą zawierać czytamy:
“Traktat reformujący będzie zawierał dwie zasadnicze klauzule zmieniające odpowiednio Traktat o Unii Europejskiej (TUE) oraz Traktat ustanawiający Wspólnotę Europejską (TEC). TUE zachowa swoją obecną nazwę, natomiast TWE będzie nosił tytuł Traktat o funkcjonowaniu Unii, a Unia nabędzie jednolitą osobowość prawną. Wyraz „Wspólnota” zostanie w całym tekście zastąpiony wyrazem „Unia”; w tekście znajdzie się stwierdzenie, że te dwa traktaty są traktatami stanowiącymi podstawę Unii oraz że Unia zastępuje Wspólnotę i jest jej następcą prawnym.”
Związek Państw Socjalistycznej Europy
Oznacza, to zgodę na powstanie nowego quasipaństwa o ustalonych kompetencjach i wyłącznym zakresie działania. Nadto przywódcy 27 państw zgodzili nadać UE instytucje charakteryzujące tylko i wyłącznie suwerenne państwa, a nie organizacje międzynarodowe. UE będzie miała swego prezydenta wybieranego na 2,5 letnią kadencję. Rząd to Komisja Europejska. Parlament będzie dwuizbowy - Izba Wyższa to Rada Europejska, składająca się z odpowiednich ministrów państw członkowskich, bądź (w najważniejszych sprawach) z szefów państw. Izba Niższa to Parlament Europejski, który już nie będzie tylko opiniował prawa, ale je uchwalał. W sprawach objętych tylko kompetencjami UE, takich, jak cła, wspólny rynek wewnętrzny, unia walutowa itp. państwa członkowskie będą miały niewiele do powiedzenia. Jeśli do tego dodamy, że Europol będzie miał uprawnienia śledcze, a jego pracownicy będą mieli uprawo do prowadzenia własnych śledztw i pełnoprawnego uczestniczenia w śledztwach prowadzonych w krajach członkowskich to wychodzi na to, iż będziemy nagle poddani kontroli przez nowy byt państwowy. W planach jest jeszcze połączenia sądownictwa lub wydzielenie powszechnego sądownictwa europejskiego, co będzie się łączyło z przestępstwami europejskimi i powstaniem europejskiego kodeksu karnego na bazie europejskiego nakazu aresztowania. Już teraz powstaje wspólna polityka sprawiedliwości i bezpieczeństwa.
Każde państwo musi mieć jakieś stosunki z innymi państwami. Od tego jest dyplomacja. Unia Europejska też będzie ją miała. Brukselski szczyt zatwierdził właśnie powołania ministra spraw zagranicznych, będzie się on inaczej nazywał, ale to tylko wybieg, by nie drażnić Wlk. Brytanii. Kompetencje jego będą typowe dla MZS. UE będzie miała ambasady nazywane przedstawicielstwami UE. Już zresztą istnieją, ale teraz będą miały większe kompetencje w państwach spoza UE. Do tego oczywiście dochodzi wspólna polityka wizowa, wspólna straż graniczna (jeszcze przed szczytem ministrowie sprawiedliwości i spraw wewnętrznych uzgodnili, że powstaną unijne brygady do kontroli granic zewnętrznych, “pomagające” państwom członkowskim, które mają zewnętrzne granice UE, w ich kontroli. Oczywiście będzie Unijna czapa nad tymi “brygadami”)
Nie będzie jednak euroarmii. W zmienionych Traktatach będzie jasne stwierdzenie, iż obrona i nienaruszalność terytorialna krajów członkowskich należy wyłącznie do kompetencji państw członkowskich.
Do tego dochodzi Karta Praw Podstawowych, która uzyska status prawny równy Traktatom. Owa Karta to konstytucja socjalizmu, ustanawiająca tę ideologię za nadrzędne prawo UE. Nadrzędne nad prawami państw członkowskich UE.
Kto się z tego wykpił?
W tym jest więc problem. Nie w sposobie liczenia głosów, bo on już schodzi na plan dalszy. Problem w oddawaniu suwerenności instytucjom UE. Na to zwracali uwagę wyspiarze zza Kanału La Manche. Co oni wytargowali? Że nie oddają już więcej suwerenności UE niż oddali do tej pory. Nie wejdą więc do wspólnej polityki sprawiedliwości i bezpieczeństwa, dlatego nic co ustali UE nie będzie obowiązywać w Wlk. Brytanii. Chyba, że parlament UK tak zechce, czyli mają prawo veta. To tak, jak z europejskim nakazem aresztowania: mogą go wystawiać, ale nie mają prawa honorować owych nakazów wystawionych przez inne państwa wobec obywateli UK. Na dodatek Europol będzie mógł działać u nich, jak oni zechcą. Wyjęci są także spod “pomocy brygad granicznych”. I tak dalej. Sprawy zagraniczne? Jak UE chce niech ma, ale bez Brytyjczyków. Karta Praw Podstawowych. Jak ktoś chce to proszę, ale na Wyspach Brytyjskich nie będzie działać. Co ciekawe - dwa państwa na szczycie zastrzegły sobie, że mogą przystąpić wraz z UK do ignorowania Karty. Czy jest wśród nich Polska?
To także zastrzeżenia rządu Jej Królewskiej Mości spowodowały, iż nie UE nie będzie miała oficjalnego hymnu i flagi.
Co będzie w 2017
W 2009 roku powstanie więc superpaństwo. Polski rząd miał wyśmienity pretekst (”pierwiastek”), by zablokować powstanie Eurosojuza. Nie wykorzystał tej szansy. W 2017 roku, gdy Polska nie będzie miała już takiej siły głosu, jak teraz UE może być już zupełnie innym tworem. Bardziej federalistycznym z rozmytymi kompetencjami państw tworzących UE, które przekształcą kraje w województwa. W ciągu 10 lat przepisy Traktatów mnogą się zmienić i z pewnością się zmienią, lecz na oddające jeszcze więcej kompetencji UE. W ciągu tych lat będziemy znów słyszeli z ust euroentuzjastów, iż UE musi być bardziej sprawna, bardziej decyzyjna, bardziej odpowiadać na wyzwania zmieniającej się rzeczywistości a dalsza, mocniejsza integracja jest nieunikniona aby zapewnić bezpieczeństwo i dobrobyt obywatelom UE. W 2017 roku może już nie być podwójnej większości, bo decyzje będą podejmowane w inny sposób. Bo kto nam zagwarantuje, że np. w 2013 roku nie zbierze się kolejny szczyt szefów rządów, który będzie decydował o kolejnych zmianach w Traktatach, by dać Eurosojuzowi należne jej miejsce na arenie międzynarodowej w celu rozwiązywania już nie tylko europejskich, ale i globalnych problemów.
Powie, ktoś, że do tego czasu UE się rozpadnie. Nie sądzę. UE się nie rozpadnie. Nie po to Niemcy przez blisko 50 lat łożą na ten stwór, by się rozpadł. W odpowiednim momencie raczej sprzedadzą swoje aktywa. Wykupią je albo Rosjanie, albo Chińczycy.
26 / 06 / 2007 o 3:21 pm
nie można subskrybować rss Twojej strony
26 / 06 / 2007 o 9:35 pm
Wiem, że nie można. Przy tworzeniu stronu wyrzuciłem wsystkie pliki dotyczące RSS. Jakoś nie mam zaufania do programów-automatów w internecie.
15 / 07 / 2007 o 5:49 pm
UE to dziwna organizacja - na jeden projekt wolnościowy przypada kilka socjalistycznych. Smutne.