Razwiedka przejęcia rozbicia

Nexium Without Prescription Cymbalta No Prescription Aricept For Sale Phentrimine Generic Buy Avapro Online Coumadin Without Prescription Zyban No Prescription Nizoral For Sale Prozac Generic Buy Aldactone Online

by Dariusz Kos “Najwyższy CZAS!” nr 30-31 z 29 lipca 2006 roku

W najbliższych dniach rozpoczyna się proces likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych, a wraz z nim ruszy proces weryfikacji oficerów pracujących dla wojskowych służb specjalnych. Czy będzie to początek końca “układu”, o którym mówił tak często prezes PiS i premier Jarosław Kaczyński? Czy może zaczyna się próba przejęcia razwiedki, jak zwie to Stanisław Michalkiewicz?

Gdy wczytać się w przepisy ustaw likwidujących WSI i powołujących w ich miejsce nowe służby specjalne, odpowiedź staje się skomplikowana. Ustawy bowiem pozostawiają dość szerokie pole szefom nowych służb i likwidatorom starych do działań nie zawsze mogących rozbijać układ i razwiedke, a częściej je przejmować dla nowej władzy. Jednak Jarosław Kaczyński, jak zwykle potrafi zaskoczyć. Teraz zaskoczył nominacją Antoniego Macierewicza na wiceministra obrony narodowej, pełnomocnika do tworzenie nowej Służby Kontrwywiadu Wojskowego i szefa Komisji Weryfikującej oficerów WSI. Trudno znaleźć polityka bardziej niezależnego od obecnego rządu koalicji PiS-Samoobrona-LPR niż właśnie Macierewicz. Ostatni premier rządu Kazimierz Marcinkiewicz jawi się przy nim jako do bólu wierny wykonawca poleceń prezesa PiS-u. I zapewne owa niezależność Antoniego Macierewicza, jego wiedza na temat służb specjalnych i charyzmatyczny charakter zdecydowały, iż będzie weryfikował oficerów WSI.

Układ ujawnią media

Jednak przepisy wprowadzające ustawę o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego pozostawiają obecnej władzy pole do przejmowania “układu” i często nie obejmują dość ważnych kwestii. Otóż w art. 41 ustawy o SKW oraz SWW czytamy, iż oficerowie pracujący w WSI i wcześniejszych służbach specjalnych wojska, jeśli chcą pracować w nowo tworzonych, muszą natychmiast zaprzestać współpracy z tajnymi współpracownikami ze środowiska mediów i przedsiębiorców. Jednak kolejny ustęp stanowi, iż pełnomocnicy ds. tworzenia SKW i SWW, a później szefowie obu nowych służb mogą wyrazić zgodę na kontynuowanie pracy z tymi agentami. Te same przypisy, jak stanowi ustawa, stosuje się do pracowników cywilnej Agencji Wywiadu i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Należy więc zadać pytanie, czy rzeczywiście obecnej władzy zależy na rozbiciu razwiedki, czy też chcą przejąć tę jej część, która zdecyduje się na pełną i lojalną współpracę z nową władzą PiS-u? Po co bowiem wojskowym służbą specjalnym agentura w mediach bądź firmach? Co najważniejsze, w owym artykule ustawy nie ma nic o agentach w partiach politycznych, parlamencie czy we władzach państwa. Oficerowie wojskowych służb nie muszą więc zaprzestawać z nimi współpracy. Pomysł Janusza Korwin-Mikkego, by wycofać agenturę z parlamentu i władz państwa, jak zwykle wysłano w kosmos.

Z kolei inna ustawa z pakietu ustaw likwidujących WSI stanowi, iż oficerowie WSI i wcześniejszych służb wojskowych, którzy chcą pracować w nowych SKW i SWW, muszą stanąć przed Komisją Weryfikacyjną i wyspowiadać się nie tylko z agentury w mediach i przedsiębiorstwach, ale także z działalności polegającej na wpływaniu, by określone osoby i władze państwa postępowały zgodnie z wolą oficerów WSI. Ponadto muszą ujawnić wszelkie swoje kontakty z firmami i wszelaką działalność poza prawem lub na jego krawędzi. Ci, którzy nie ujawnią całej prawdy o swej działalności lub złożą nieprawdziwe oświadczenia, podlegają karze. Kto i co ma mówić przed Komisją Weryfikacyjną ściśle określa art. 67 ustawy “Przepisy wprowadzające ustawę o Służbie Kontrwywiadu Wojskowego oraz Służbie Wywiadu Wojskowego”. Przepis ten ani słowem nie wspomina o agenturze w partiach i władzach RP. Także art. 77 owej ustawy, który stanowi, iż oficerowie SKW i SWW nie mogą korzystać z agentów ulokowanych w mediach i firmach oraz nie mogą prowadzić żadnej działalności gospodarczej, posiadać udziałów w firmach, bądź zasiadać w ich władzach, nie mówi nic przedstawicielach władz państwa i politykach. Dodatkowo powtarza, iż współpraca z agenturą może być kontynuowana, jeśli zgodę wydadzą nowi szefowie nowych służb.

Tak skonstruowane przepisy nie pozostawiają wątpliwości, iż ich autorom chodziło nie tyle o rozbicie całego “układu”, ile o przejęcie tej jego części, która zdecyduje się współdziałać z władzą wywodzącą się z Prawa i Sprawiedliwości. Dlatego najpierw chcą poznać cały zasób agenturalny razwiedki, a następnie ów zasób przejąć, by móc umocnić swoją władzę.

Zaskakujący premier

Jarosław Kaczyński, obecny premier, zapewne doskonale zdaje sobie sprawę z uprawnień, jakie daje obecnej władzy pakiet ustaw likwidujących WSI. I być może był zaskoczony niektórymi uprawnieniami. Dlatego zdecydował się objąć stanowisko premiera. Ustawy przewidują dla prezesa Rady Ministrów dość szerokie uprawnienia przy powoływaniu Komisji Likwidacyjnej WSI, Komisji Weryfikacyjnej i pełnomocników ds. tworzenia nowych służb w miejsce starych. Ponadto premier cały czas ma wgląd w pracę powyższych ciał i w każdej chwili może zapoznawać się z informacjami o agenturze WSI i przeszłych działaniach oficerów tej służby. Tych uprawnień nie ma oczywiście prezes PiS. To także jedna z przyczyn odejścia Kazimierza Marcinkiewicza z funkcji premiera. Jarosław Kaczyński uznał, iż poprzedni lokator Pałacu Ujazdowskich, nie daje gwarancji należytego wykorzystania przepisów ustaw likwidujących wojskowe służby specjalne. Chciał więc osobiście nadzorować likwidację “układu”.

Rozbicie czy przejęcie

No właśnie. Likwidację czy przejęcie? Wszystko wskazuje na to, że Antoni Macierewicz, jako szef Komisji Weryfikacyjnej, a więc tego zespołu, który będzie poznawał wszelkie metody działalności pracowników WSI i ich agenturę, nie będzie chciał wykonywać poleceń Kaczyńskiego zmierzających do przejęcia “układu”. Ten były minister spraw wewnętrznych w rządzie Jana Olszewskiego, wykonawca uchwały lustracyjnej Sejmu zgłoszonej przez UPR w czerwcu 1992 roku, wielokrotnie dawał do zrozumienia, iż opowiada się za “opcją zerową” w tajnej policji, a więc zastąpieniem pracowników służb specjalnych wywodzących się z SB oraz z Zarządu II Sztabu Generalnego i WSW, zupełnie nowymi ludźmi, z nowego naboru. Poza tym częściej różnił się w prowadzeniu działalności politycznej z Kaczyńskim, niż z nim się zgadzał. Dość powiedzieć, iż nigdy nie byli w jednej partii. Jednak najlepiej niezależność Macierewicza od partyjnego szefostwa unaocznia historia wykonania UPR-owskiej uchwały lustracyjnej z 1992 roku. Otóż Antoni Macierewicz był wtedy nie tylko ministrem spraw wewnętrznych, ale także posłem na Sejm z ramienia Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego skupionego w klubie parlamentarnym Wyborczej Akcji Katolickiej. Jego partyjny szef w ZChN, prof. Wiesław Chrzanowski został wybrany na marszałka Sejmu. Gdy przyszło Macierewiczowi przedstawiać klubom poselskim listę agentów, na mocy uchwały sejmowej, ręka mu nie zadrżała, by wpisać jako TW swego partyjnego prezesa prof. Chrzanowskiego - marszałka Sejmu RP.

Jedni uznali to za chęć przejęcia władzy w ZChN przez Macierewicza, inni za przejaw niezależności i rzetelnego wykonywania swojej pracy. Po latach okazało się, iż prof. Chrzanowski agentem SB nie był. To komunistyczna bezpieka chciała go wrobić i skompromitować, więc fałszowała dokumenty na jego temat. Dlatego SB wpisała go na listę swych agentów. Sprawa ta do dziś budzi kontrowersje, jednak dzisiejszym oponentom PiS uświadamia, iż Macierewicz, jako weryfikator działalności WSI nie będzie potulnym wykonawcą woli partii władzy. Wręcz przeciwnie, cały czas będzie się narażał PiS-owskim partyjniakom. Może więc być wbrew pozorom gwarantem rozbicia “układu”, a nie jego przejęcia przez PiS, jakby to wynikało z przytoczonych wyżej przepisów ustaw.

Gorące lato 2006 r.

Jednakże są też i niebezpieczeństwa. Antoni Macierewicz nie jest jedynym likwidatorem WSI. Stoi jedynie na czele Komisji Weryfikacyjnej, która liczy w sumie 24 ludzi. Poza tym szefem Komisji Likwidacyjnej, także z szerokimi uprawnieniami będzie ktoś inny. W końcu podlega nie tyle ministrowi obrony narodowej Radkowi Sikorskiemu, co ministrowi-koordynatorowi służb specjalnych Zbigniewowi Wassermannowi, tak samo silnej osobowości co Macierewicz. Nieraz zapewne będzie iskrzyło między nimi, a premier Kaczyński będzie musiał występować w zupełnie nowej dla siebie roli - mediatora między Wassermannem a Macierewiczem. Zważywszy na to, iż czasu jest mało - likwidacja WSI i działalność Komisji Weryfikacyjnej musi się skończyć do 30 września tego roku - a praca ogromna, czekają nas dość sensacyjne doniesienia i tak samo sensacyjne roszady w świecie mediów i biznesie. Jednakże w świecie polityki będzie nieco spokojniej, bo ta agentura jest nietykalna. Chyba iż Macierewicz swą pracę potraktuje z należytą powagą i będzie wykraczał, poza przepisy ustawy. Wtedy czeka nas nie tylko gorące lato 2006 r. ze względu na temperaturę powietrza, ale także pod względem wydarzeń politycznych, przypominające gorące lato te w 1968 r. w USA. Wtedy także skończyło się w październiku - zabójstwem Roberta Kennedy’ego, brata JFK, kandydata na prezydenta USA. A wiadomo, kto wygrał prezydenturę wtedy - Robert Nixon, a jak skończył, też wiadomo.